Na wyciecze w odległym kraju razem z mamą postanowiłyśmy, że musimy coś kupić na arabskim targowisku. Nic specjalnie nas nie powalało swoim wyglądem, ale w końcu mama stwierdziła, że potrzebuje skarpetek. Chciała od razu brać pierwsze jakie tam znalazła i płacić za nie bez targowania się. Stanowczo zaprotestowałam i już po chwili zaczęłam ze sprzedawcą kłócić się o to, że powinien dla mnie obniżyć cenę o 15%, bo mam zamiar kupić 10 par, które do tego wszystkiego są dupiatej jakości. Targowaniu nie było końca, ale facet w końcu na skrawku papieru przedstawił ostateczny koszt skarpet. Zapytałam się czy odjął od tego 15% wartości - nie. Niby po przeliczał wszystko raz jeszcze, ale nie miałam pewności, czy aby na pewno mu ufać.
Po wielu próbach obsłużenia kalkulatora w komórce, który oczywiście przestał współpracować, zapomniałam jaka była cena początkowa skarpet. Na sam koniec się okazało, że facet mówi dobrze po polsku, na dodatek wychowywał się w moich okolicach i przyznał się, że właśnie wcisnął nam 10 par skarpet za równoważność około 8 000 złotych. Byłam strasznie poirytowana, tym bardziej, że okazało się, że mamie już zabrano pieniądze, a portfel wypchali jej pociętymi gazetami, żeby nie była świadoma, że ją właśnie oskubali.
Tymczasem zjawił się Wojciech Cejrowski, który kręcił w okolicy kolejny odcinek swojego programu. Powiedziałam arabskiemu sprzedawcy, że jeśli nie odda mi pieniędzy, to poskarżę się Cejrowskiemu. Nie oddał, więc poskarżyłam się - co prawda komuś z ekipy, ale i tak miało to swój skutek.
Chwilę później słyszałam jak ktoś mówił, że nigdy w życiu nie chce już widzieć świni na oczy. Okazało się, że Cejrowski przemielił sprzedawcę razem ze świnią, za pomocą maszynki do mielenia mięsa. Miałam okazję przechodzić obok tej maszynki, z której jeszcze zwisały kawałki świeżo przemielonego mięsa, miałam wrażenie, że to boczek. Tym bardziej, że już po chwili dotarł do mnie zapach przyrumienionego boczku...
-
old devil:
-
maU:
Pokaż wszystkie (2) ›