• Wpisów: 433
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 12 dni temu, 23:11
  • Licznik odwiedzin: 59 804 / 1187 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
poducha
 
Może zaczyna się nieciekawie, ale ja się bardzo uśmiałam.
 

poducha
 
Ze znudzeniem wyglądałam przez okno na rosnące kukurydze. W sumie pole kukurydzy, które zasłaniało 3/4 widoku za oknem. Zobaczyłam, że pod oknem przechodzi moja kuzynka, która zwykła się opalać na środku tego pola, żeby jej blada skóra nabrała nieco brązu. Zawołałam ją, żebyśmy w końcu usiadły i pogadały, bo już od dawna tego nie robiłyśmy. Skusiła się tym, że powiedziałam, że upiekłam ciasto.

Szkoda, że na prawdę nie przyszła... ciasto zrobiłam... ale za oknem budynki, a nie pole kukurydzy...
 

poducha
 
Siedząc na jakimś spotkaniu ze znajomymi, gadaliśmy o wszystkim i o niczym. W pewnym momencie przyjaciel mnie pociągnął za rękę, bo miał mi właśnie coś ważnego do pokazania. Okazało się, że w piwnicy szkoła miała pochowane swoje zapasy żywności. Była tam cała masa chrupek kukurydzianych, płatków śniadaniowych, chipsów i wszelkich suchych produktów, które są przydatne do jedzenia po większej lub mniejszej obróbce. Stwierdziłam, że to fantastycznie, że takie coś znalazł, ale co z tego?
Ten stwierdził, że jak to co? Przecież możemy sobie coś stąd wziąć i absolutnie nikt tego nie zauważy! Po chwili znalazła się tam cała masa osób, które zaczęły rozwalać wszelkie paczki i pożerać wszystko to, co tam się znalazło. Patrząc na ten tłum ludzi, stwierdziłam, że jest to strasznie żałosne, więc postanowiłam wykrzyczeć swoją opinię na ten temat. Padły ostre słowa krytyki na temat tego, że pewnie większość z nich uważa się za katolików, że są zakłamani, że są na prawdę niczym, skoro nie potrafią spełnić jednego z przykazań swojego boga - nie kradnij.
Nie wiem czy ktoś mnie posłuchał, tym bardziej, że argument o byciu katolikiem raczej nikomu nie robi różnicy. Raczej na nikim nie zrobiło to żadnego wrażenia, bo wszyscy wrócili do opychania się tym, co tam znaleźli.
Wyszłam załamana z piwnicy wprost w ramiona Dawida Wolińskiego, który stwierdził, że mam się nie przejmować i kolejną część czasu spędził na pocieszaniu mnie i patrzeniu na mnie tymi swoimi jasnymi oczami. Doszliśmy na plan, gdzie razem z Tyszką kręcili swój nowy program rozrywkowy. Z powodu tego, że Top Model okazało się klapą, wymyślili swój własny program.
Śmieszne, przecież dopiero co śniło mi się reality show o nauce fotografowania, a oni właśnie kręcili pierwszy odcinek na wielkim białym tle.
 

poducha
 
Wzięłam udział w jakimś idiotycznym reality-show, który miał traktować o nauce fotografii. Po przyjeździe na miejsce, okazało się, że razem z Kotem mamy spać na rozkładanej sofie w pokoju z moimi rodzicami (ich sofa stała 2 metry dalej).
Zadanie dnia: wyjście na miasto, znalezienie odpowiedniej restauracji/cukierni i zrobienie ładnych zdjęć podawanemu tam jedzeniu. Wypuszczano nas w grupach, zadanie było na czas, a ja nie potrafiłam się ubrać. Najpierw nie mogłam znaleźć butów, potem aparatu, potem kolejnych części odzieży, żeby na sam koniec stwierdzić, że mam na sobie spodnie, dwie spódnice, bluzę i płaszcz. Stwierdziłam, że wyglądam idiotycznie, ale z drugiej strony... przecież to taki alternatywny strój, który mnie wyrażał! ;)
 

poducha
 
Wracałam z kolegą z jakiegoś spaceru i oboje kierowaliśmy się do swoich domów. Przechodząc obok jednego przejścia pod blokiem, zobaczyłam przepiękny widok - las, który rósł u podstaw gór, nad którymi formowały się niesamowite chmury.
Zaklęłam cicho pod nosem powtarzając mantrę ostatnich dni "dlaczego do cholery nie zabrałam ze sobą aparatu?!". Po czym przysięgłam sobie, że czym prędzej zjawię się w domu i czym prędzej wrócę, żeby złapać ten piękny widok.
Kiedy udało mi się dotrzeć pod dom, oczywiście miałam kłopoty związane ze znalezieniem odpowiedniej klatki schodowej i drzwi mieszkania, co, o dziwo, trwało stosunkowo krótko. Kiedy miałam w garści już aparat wyszło, że muszę poczekać jeszcze na koleżanki, bo przecież one też miały iść i fotografować to, co mi się tak bardzo spodobało.
Kilka godzin później w niewyjaśnionych okolicznościach stałam na peronie i czekałam na pociąg. Razem ze mną było kilku znajomych i mój szwagier. Po pewnym czasie stania i gadanie o różnych bzdurach, okazało się, że nikt nie wpadł na pomysł kupienia sobie biletu, każdy wymyślił, że kupi sobie u konduktora. Niektórzy mieli nawet pieniądze, ale nie ja, więc próbowałam przekonać szwagra, że mógłby mi kupić - on też nie miał.
Powstało małe zamieszanie, związane ze zmianą przyjazdu pociągu na odpowiedni tor - wszyscy rzucili się do pogoni za pociągiem - ja też. Przypomniało mi się o torbie z aparatem - ktoś mi go zakosił...
 

poducha
 
Opowieść mamy:
Mama i tata mieli gdzieś lecieć samolotem. Kiedy już zajmowali miejsca na pokładzie, mama zobaczyła, że tata przyprowadził ze sobą konia i go posadził na jednym foteli. Mama zaczęła krzyczeć na niego, żeby wziął gdzieś tego konia, bo ludzie będą chcieli usiąść. Kilka oburzonych spojrzeń później, znowu prosiła tatę, żeby odprowadził konia do luku bagażowego. Tata się uparł, że nie i koniec.
W międzyczasie jakaś kobieta zaczęła bez najmniejszego skrępowania rzygać do pobliskiego kubła na śmieci (prawdopodobnie tak bardzo zniesmaczył ją widok konia na pokładzie). W końcu tata ubrany w płaszcz, w okularach postanowił wyjść z samolotu. Za nim wychodził koń- też ubrany w płaszcz i okulary, żeby nikt nie poznał, że jest koniem. I się udało, bo tylko ludzie spoglądali na niego i szeptali do siebie "Co za morda!". Okazało się, że tata i koń zmierzali właśnie w stronę luku bagażowego - jednak!
 

poducha
 
Na wyciecze w odległym kraju razem z mamą postanowiłyśmy, że musimy coś kupić na arabskim targowisku. Nic specjalnie nas nie powalało swoim wyglądem, ale w końcu mama stwierdziła, że potrzebuje skarpetek. Chciała od razu brać pierwsze jakie tam znalazła i płacić za nie bez targowania się. Stanowczo zaprotestowałam i już po chwili zaczęłam ze sprzedawcą kłócić się o to, że powinien dla mnie obniżyć cenę o 15%, bo mam zamiar kupić 10 par, które do tego wszystkiego są dupiatej jakości. Targowaniu nie było końca, ale facet w końcu na skrawku papieru przedstawił ostateczny koszt skarpet. Zapytałam się czy odjął od tego 15% wartości - nie. Niby po przeliczał wszystko raz jeszcze, ale nie miałam pewności, czy aby na pewno mu ufać.
Po wielu próbach obsłużenia kalkulatora w komórce, który oczywiście przestał współpracować, zapomniałam jaka była cena początkowa skarpet. Na sam koniec się okazało, że facet mówi dobrze po polsku, na dodatek wychowywał się w moich okolicach i przyznał się, że właśnie wcisnął nam 10 par skarpet za równoważność około 8 000 złotych. Byłam strasznie poirytowana, tym bardziej, że okazało się, że mamie już zabrano pieniądze, a portfel wypchali jej pociętymi gazetami, żeby nie była świadoma, że ją właśnie oskubali.
Tymczasem zjawił się Wojciech Cejrowski, który kręcił w okolicy kolejny odcinek swojego programu. Powiedziałam arabskiemu sprzedawcy, że jeśli nie odda mi pieniędzy, to poskarżę się Cejrowskiemu. Nie oddał, więc poskarżyłam się - co prawda komuś z ekipy, ale i tak miało to swój skutek.
Chwilę później słyszałam jak ktoś mówił, że nigdy w życiu nie chce już widzieć świni na oczy. Okazało się, że Cejrowski przemielił sprzedawcę razem ze świnią, za pomocą maszynki do mielenia mięsa. Miałam okazję przechodzić obok tej maszynki, z której jeszcze zwisały kawałki świeżo przemielonego mięsa, miałam wrażenie, że to boczek. Tym bardziej, że już po chwili dotarł do mnie zapach przyrumienionego boczku...
 

poducha
 
Z jakiegoś powodu zorganizowała się impreza, na której, oprócz mnie i Kota, byli nasi rodzice i rodzeństwo. Impreza rozkręcała się raczej powoli, ale z jakiegoś powodu siedzieliśmy wszyscy w kuchni o wymiarach 2x3 metra. Nie mam pojęcia jakim cudem zmieścił się tam jeszcze stół, przy którym wszyscy siedzieli (10 osób). Poszłam po aparat, żeby uwiecznić to spotkanie. Niestety żadne zdjęcie mi nie wyszło, bo siedzieliśmy przy zgaszonym świetle, a była 3 nad ranem, a słońce dopiero zaczęło wschodzić. Ku swojej rozpaczy nie mogłam znaleźć żadnego statywu, a trzymanie nieruchomo aparatu przez 13 sekund nie wchodziło w grę.
Ostatecznie wpadałam na pomysł zapalenia światła i porobiłam kilka nieudanych zdjęć.
Spojrzałam za okno i z wielkim przerażeniem stwierdziłam, że w ciągu naszej imprezy, zmiotło połowę widoku za oknem. Z jakiegoś powodu ktoś postanowił w ciągu niecałej nocy po cichu wyburzyć kilka budynków, po których nie został nawet gruz. Jednym śladem po zabudowaniach były ciemniejsze prostokątne obszary na ziemi.
 

poducha
 
Zaprosiłam znajomych do domu na ciasto. Ciasta nie miałam, więc zaczęłam na szybko robić nie wiadomo co. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że mama się dowiedziała od cioci Gosi, że właśnie do ich miasteczka przyjechał szewc-ortopeda. I zaczęła się kłótnia, że mam być gotowa do wyjazdu za 5 minut, i że nie ważne, że są znajomi, bo trzeba jechać. Argumenty o tym, że nie mam zamiaru nosić kolejnych butów ortopedycznych niczego nie zmieniały.
Buty ortopedyczne - koszmar dzieciństwa, a dzisiaj są modne, bo są na obcasie i ktoś tam ważny je zaprojektował.